Ozjero Switaz 23/26.04.2009

Relacja z wyprawy na Ukrainę / jezioro Świtaź

23/26.04.2009

Relacja:
Dla mnie i dla kolegi Wiesława z Mińska Mazowieckiego ten rajd zaczął się właściwie w środę 22.04 kiedy to wieczorem dojechaliśmy rowerami do Łukowa. Tu nocleg w Straży Pożarnej i na drugi dzień zrywka o 3.30. Pociąg do Chełma mieliśmy o 4.50. Od Chełma już ruszyliśmy rowerkami do przejścia granicznego w Dorohusku (26 km). Na granicy nie robiono nam zbytniego problemu bo wcześniej wysłaliśmy pismo do S.G. z prośbą o przejazd granicy na rowerach (bez tego ani rusz). Polski pogranicznik ironicznie tylko spytał się nas - Po co my tam jedziemy? Na odpowiedź, że zwiedzić okolice Szacka uśmiał się na całego. U Ukrainców wzbudziliśmy niemałą sensację i ogromną życzliwość. Musieliśmy wypełnić tylko druk emigracyjny i dostać jakąś karteczkę do zostawienia na ostatnim punkie kontrolnym. Za granicą wymieniliśmy złotówki (lepszy kurs niż w głębi Polski) i już prosto ruszyliśmy główną drogą do pierwszego ronda gdzie skręciliśmy na miejscowość Zabużje. Droga idealna - asfalcik, piękna przyroda, pełno nieużytków, mały ruch. Wśród ludzi w mijanych miejscowościach wzbudzaliśmy niemałą sensację. Pierwszy sklep przed Zabużje i od razu po kilkuminutowej rozmowie propozycja od sklepowej picia wódki u niej w domu. Byliśmy zszokowani, ale potem podczas pobytu na Ukrainie już wcale się nie dziwiliśmy, że każdy proponował nam alkohol. Ruszyliśmy dalej....i szok - droga powiatowa zmieniła się najpierw w bruk a potem w zwykłą leśną drogę. Nie dało się jechać, obok bruku była droga piaszczysta ale taki piach, że jazda wykańczała nas (szosowe opony mieliśmy) na całego. Jak droga zmieniła się w leśną - pozostawało nam tylko prowadzić rower. Mordęga na odcinku ok. 20 km. W mijanych miejscowościach ludzie patrzyli na nas jak na UFO - chyba w życiu nie przejeżdżał tam turysta... a tym bardziej rowerowy. Nie żałuję tej drogi, mojego potu, prowadzenia roweru, diabelnego wysiłku - trudy rekompensował widok, natura, krajobrazy. Czuliśmy się tak jak byśmy przenieśli do czasów z początku wieku. W tych rejonach miejscowi mówili ; co Polaki zrobili tak zostało..... tak było do miejscowości Świtaź - tam naszym oczom ukazał się ogrom jeziora i ASFALT!!!! Cywilizacja!!! Do pensjonatu 'Szackie Ozjera' mieliśmy już tylko kawałek. Komunistyczny moloch, ale jeden budynek (u nich to Korpus) zrobiony po europejsku - telewizor, lodówka, pościel, ręczniki, super łazienka - ale i cena jak na Ukrainę sporaśna - 100 Hr (43 zł) od osoby. Podczas pobytu zaprzyjaźniliśmy się z profesorami (szczególnie jednym-mówiącym po polsku) z Kijowa - mieli tam konferencję. Sympatyczni ludzie i urwanie filmu - u nich to norma/nie pijesz: coś z tobą nie tak/. Rankem za grosze zjedliśmy śniadanko (jajecznica, chlebek - na polskie 1,50) ale smak tych jajek..... to nie nasze chodowane na farmach - miodzio!. Pokręciliśmy się po terenie ośrodka i ok. 12.00 ruszyliśmy do Świtazia - szukać noclegu. Od początku wyprawy marzyło się nam spanie w agro, poznanie ludzi. Bez problemu znależliśmy taki nocleg (33 Hr od osoby - 15 zł). Po przeniesieniu ruszyliśmy do Szacka. Tam zjedliśmy obiadek, trochę się pokręciliśmy i wróciliśmy do kwatery. Tu niespodzianka - obiadokolacja za 15 zł - ale taka, że 6 by się najdło. Z wielkimi brzuchami już tylko było nas stać aby pójść spać. Kolejny dzionek to poznawanie okolicy, trasa wokól jeziora Świteź (45 km) - drogi już nas nie szokowały, byliśmy przygotowani na prowadzenie po piachach rowerów. Ale co zobaczyliśmy, jakich ludzi poznaliśmy - mówię Wam - warto. W niedzielę ruszyliśmy już główną drogą na Szack a potem Zgorany i Lubimij i do Dorohuska (60 km). Odprawa i do Chełma - kolejne 27 km. W pociąg do Łukowa...... i tu pech - przed Lublinem wskoczył pod pociąg samobójca. godzinę czekania... podstawienie nowego pociągu ...i zero połączeń do łukowa i dalej do Siedlec. Wsiedliśmy w pociąg do Dęblina. Tam przyjechała żona Grzesia i już samochodem zabrała nas do domu.
UCZESTNICY:
- Darek (Siedlce)
- Grześ (Łuków)
- Wiesław (Mińsk Maz.)
WSKAZÓWKI:
- nigdy nie traktuj nikogo z góry
- zawsze się uśmiechaj
- porozmawiaj z miejscowymi, jak trzeba napij się z nimi/oni są strasznie otwarci
- jadąc na Ukrainę, chcąc pojeździć załóż szerokie opony
- nie bój się - Ukraina to gościnny kraj
NAMIARY:
- Pensjonat "Szackie Ozjera" www.shatski-ozera.org.ua
- Nasza kwatera w Switaziu:
Szackij p-4, c. Switez, bulwar Szowtiniewa 90, Natalia Adaliwsna
tel. 809 813 395 23
- Przydatne linki:
www.shaadm.gov.ua
www.ozera.com.ua
www.svitaz.lutsk.ua

art: prezesiątko ;))

Link do fotek:

wyprawa 19.04.2009 Young Doktorka

tak przy okazji :)