V Rajd Wschodni - Ukraina

23/31.08.2009 r.

Lwów - Tarnopol - Zbaraż - Okopy św.Trójcy - Chocim - Kamieniec Podolski

I dzień:
Z racji tego, że nie było tak rannego pociągu do Łukowa musiałem ruszyć już w niedzielę. Nocleg u Grzesia.

II dzień:
4.50 pociąg do Dęblina potem do Lublina, Stalowej Woli i w końcu do Przemyśla. Od 13.30 trasa już rowerem do Medyki (przejście piesze - nie robiono nam jakichkolwiek problemów, nawet ułatwiano przekroczenie granicy). Mieliśmy zamiar jechać aż do Lwowa, niestety mój wolnobieg odmówił posłuszeństwa i ruszyliśmy na tzw. elektryczkę. Dzięki temu poznaliśmy pewnego ukraińca polskiego pochodzenia który zaproponował nam nocleg. Mimo moich obaw, Grzesiek od razu na to przystał. Jak się potem okazało razem z żoną byli to przesympatyczni ludzie, gdzie nie tylko nas przenocowali co zapewnili przepyszną strawę - warunek: rozegrać z gospodarzem min. 4 partyjki w bilarda który zajmował honorowe miejsce w ich salonie ;)

III dzień:
Po śniadanku bilard a potem zwiedzanie Lwowa: wzgórze zamkowe, miasto, cmentarz Łyczakowski (tu mieliśmy przewodnika - studenta który zaoferował się nas za darmo oprowadzić)

IV dzień:
Śniadanko, bilard i na dworzec Lwowski - przejazd elektryczką do Tarnopola. Traska do Zbaraża - oj te podjazdy dały nam popalić a to dopiero początek. Po zajechaniu znaleźliśmy nocleg w hotelu Hetman (15 zł nocleg :) i ruszyliśmy zdobywać Zbaraż. Obiadokolacja, dancing ;)

V dzień:
Zwiedzanie twierdzy Zbaraż a potem traska do Tarnopola. Elektryczką do Zaleszczyk. Tam bez trudu znaleźliśmy hotel.

VI dzień:
traska - Zaleszczyki - Jar Dupy - Okopy Św. Trójcy (ok. 85 km)Nocleg pod namiotem u ujścia Zbrucza do Dniestru.

VII dzień:
traska do Chocimia a potem do Kamieńca Podolskiego. Tu przystaliśmy na propozycję powrotu z Pawłem który organizuje spływy kajakowe na Ukrainie. Zapakowaliśmy rowery na szczyt kajaków i już busem udaliśmy się do Jaskini Kryształowej. Tu niespodzianka - strajk i brak możliwości zwiedzenia. Pojechaliśmy do wsi pod Zaleszczykami do znajomych ukraińców Pawła. Wspaniały był to nocleg i krótki pobyt - jakbym cofną się w czasie. Z szeroko otwartymi ustami słuchaliśmy starej babci naszych gospodarzy jak opowiadała ja to kiedyś było. Wykąpaliśmy się w potoku i poszliśmy spać.

VIII dzień:
ok 11.00 wyruszyliśmy busem w drogę powrotną. Paweł zawiózł nas do Kocka gdzie byliśmy o północy. Z Kocka już rowerami ruszyliśmy nocą do Łukowa. Tam pożegnałem się z Grzesiem i ruszyłem do Siedlec - w domu byłem o 5.00 rano.

Darek

zobacz zdjęcia z wycieczki: