Bornholm - rowerowa wyspa

30.05 - 02.06 2013

Bornholm (Dania)

Późnym popołudniem- w środę, spotykamy się tradycyjnie pod garażem Emila, gdzie czeka umówiony bus z przyczepką na rowery. Pakowanie idzie dość szybko. Przecież mamy już w tym wprawę! Wyruszamy z Siedlec po siedemnastej. Podróż jest dość długa i męcząca. Jedziemy trochę okrężną drogą, by uniknąć weekend’owych, warszawskich korków. Do Kołobrzegu docieramy wczesnym rankiem. Chwila oddechu i pakujemy się z całym majdanem na prom. Najpierw rowery, potem my i bagaże. Katamaran „Jantar” rusza punktualnie z portu o szóstej rano i po czterech godzinach docieramy do wyspy. Wita nas słoneczna pogoda i rześkie powietrze w uroczym, portowym miasteczku Nexo. Zapinamy sakwy i ruszamy nadmorską ścieżką rowerową na północ wyspy. Wszystko tu nas zachwyca. Na przedmieściach Nexo zatrzymujemy się w przydrożnej wędzarni. Pora posmakować tłustych makreli, łososi i śledzi. Nie wypada też nie skosztować tutejszego browaru. Kończymy posiłek i ruszamy dalej wzdłuż wybrzeża. W Arsdale oglądamy pierwszy wiatrak- Arsdale Molle. Zjeżdżamy z drogi rowerowej i jedziemy wzdłuż skał, nad morzem, wąskimi ścieżkami. Zachwyca nas bujna, wiosenna przyroda, lazurowe morskie bałwany, ciemne, wulkaniczne skały, pasące się stadko koni i majaczące w oddali latarnie morskie. Docieramy do małego portu. Kręcimy się po nim zaglądając w malownicze zaułki. Zjeżdżamy do Svaneke. Naszą uwagę przykuwają zwrócone w morze potężne działa. Mijamy kolejną wędzarnię i komandor Jarek wyprowadza nas na ścieżkę rowerową wzdłuż wybrzeża. Znowu otaczają nas nadmorskie krajobrazy. Mijamy hutę szkła, skansen-zagrodę w Gudhjem, następnie Tejn i docieramy do Sandkas. Tu mamy mieć nocleg. Na miejscu okazuje się, że rezerwacja nam przepadła. Jesteśmy trochę zdenerwowani, bo właściciel pensjonatu oferuje nam inną kwaterę, za dużo wyższą cenę. Na szczęście pomaga znajomość języka i urok osobisty Eli. Negocjujemy rozsądną cenę. Jedną noc spędzamy w luksusowym apartamencie z widokiem na morze, pozostałe zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami. Możemy wreszcie odpocząć.
31 maja budzi nas słońce, więc mamy nadzieję na piękny dzień. Wyruszamy do Allinge-Sandvig. Tu, w markecie Netto, robimy niezbędne zakupy. Dalej ruszamy na sam północny cypel. Zjeżdżamy ze ścieżki rowerowej. Wybrzeżem trochę jadąc, a trochę prowadząc rowery docieramy do latarni morskiej Hammerodde fyr. Szlak od latarni jest już pieszy, więc by nie straszyć turystów i pasących się owiec zsiadamy z rowerów. W ten sposób podróżujemy do ruin świątyni- Salomons Kapel. Tu chwilę stajemy na popas. Dalej skalistą ścieżką wędrujemy do latarni Hammeren fyr. Wdrapujemy się po krętych schodach latarni i z góry podziwiamy wyspę. Dalsza droga to stromy zjazd. Czujemy na sobie lodowaty, morski wiatr. Słońce chowa się za chmury. W szarej, mglistej aurze przybywamy do zamku Hammershus. Prawie godzina mija nam na zwiedzaniu ruin i robieniu zdjęć. Następnie drogą rowerową udajemy się do portu Vang. Zza chmur nareszcie wygląda słońce. Robimy rundkę po molo i falochronach. Dalej trasa wiedzie przez kamieniołom ostro w górę. Gubimy trochę drogę. Gdzieś między Teglkas i Johns Kapel podziwiamy klifowe wybrzeże. Zaglądamy do drewnianej budki, gdzie widnieje informacja o niemieckim krążowniku pancernym "Prinzess Wilhelm" , który tu zabłądził. Chwilę później docieramy do Johns Chapel. Drewnianymi schodami kilkanaście metrów w dół schodzimy prawie nad morze. Sesja fotograficzna przeciąga się trochę, gdyż widoki zapierają dech w piersiach. Mamy szczęście na ładne fotki, bo słońce fantastycznie oświetla skały.
Usatysfakcjonowani doznaniami estetycznymi jedziemy na wędzonego śledzia do Hasle. Docieramy tu przed osiemnastą i trzeba się śpieszyć z pałaszowaniem wędzonych makreli i łososi. Niestety śledzi już zabrakło. Zaglądamy jeszcze do budynków starych wędzarni. Robi się późno i chłodno. Wracamy przez Muleby i Klemensker w kierunku Sandkas. Ścieżka rowerowa daje nam w kość, gdyż pnie się łagodnie w górę, a do tego wieje silny wiatr. Mimo tego nie odpuszczamy. Po drodze chcemy jeszcze zobaczyć wodospady w Dondal. Zbaczamy więc z asfaltu w las, by je odszukać. Wreszcie znajdujemy jeden z nich. Oczywiście zostaje obfotografowany z każdej strony. Dalej przez Tejn wracamy na nocleg do Sandkas. Dzień kończymy wspólnym biesiadowaniem, niestety nie na dworze, a w naszych apartamentach, gdyż wieczór jest dość chłodny.
Kolejny dzień i kolejny słoneczny poranek. Wyruszamy na trasę w kierunku Ronne. Przejeżdżamy przez Tejn, Klemensker i Nyker. Po drodze zwiedzamy kościół Ols Kirke. W Ronne postanawiamy trochę się zrelaksować. W końcu jest Dzień Dziecka. Czas spędzamy zwiedzając rynek i spacerując malowniczymi uliczkami. Mamy czas wolny, więc każdy robi, to, co chce. Część osób postanawia napić się kawy w tutejszej kawiarni. Wybieramy najbardziej zaludnioną, obleganą przez miejscowych. Jest pora lunchu, więc trochę czekamy na obsługę.
Czas w Ronne mija szybko. Ruszamy dalej, bo przed nami kolejne atrakcje. Mijamy zielone pola golfowe. W Vestermarie zaglądamy do kościoła protestanckiego. Zadziwia nas panująca w nim skromność. Otoczenie wokół jest starannie utrzymane, jak w większości miejsc, które odwiedzamy. Przystrzyżone drzewa i żywopłoty, wysypane piaskiem alejki, ukwiecone rabaty, czyściutkie toalety- tak wyglądają cmentarze wokół kościołów.
Wjeżdżamy w las. Docieramy do wieży widokowej, następnie do muzeum kolejnictwa. Trochę jesteśmy zawiedzeni. Opuszczony budynek, jeden samotny wagonik – nic ciekawego, poza pięknym drzewostanem i zielenią lasu. Ścieżka rowerowa wytyczona w lesie przechodzi obok tutejszego „Ogródka Jordanowskiego”. Szał dla dzieci – no i dla nas. Jest przecież Dzień Dziecka :-) Drewniane węże, żółwie i inne leśne stwory, na których można było pobębnić itp. Chwilę spędzamy na zabawie. Dalej droga prowadzi nas nad jezioro Bastemose. Z drewnianego pomostu podziwiamy bagniste tereny, wody jeziora i słuchamy ptaków. Ptaki są niewątpliwie królami Bornholmu. Ich odgłosy słychać nieustannie w każdym zakątku wyspy. Dzień powoli się kończy, znowu przez Tejn wracamy do Sandkas.
Drugi czerwca jest ostatnim dniem, który spędzamy na wyspie. Pogoda nas nie rozpieszcza. Zaplanowana wcześniej trasa powrotu musi ulec zmianie ze względu na padający deszcz. Rezygnujemy z jazdy przez las i wracamy wybrzeżem. Na wysokości Rodholmsgard Mirek łapie gumę. Trochę trwa wymiana dętki. W Gudhjem, mimo deszczu, Ela, Grzesiek i Andrzej skręcają na trasę w kierunku kościoła Osterlars Kirke. Inni jadą dalej i czekają w porcie Svaneke. Potem przez Arsdale do Nexo. Jest dość wcześnie. Prom odpływa o 18:00. Komandor daje nam czas wolny. Część osób włóczy się więc po porcie, jedni pałaszują wędzone śledzie nad brzegiem morza, inni ruszają zobaczyć Paradisbakkerne. Trasy w parku nie są jednak dla rowerów, a czasu jest mało, więc szybko wracamy do Nexo. Postanawiamy zobaczyć miasteczko Balka. Szybki rekonesans. Po raz pierwszy widzimy na wyspie piaszczyste plaże. Nadmorska ścieżka rowerowa kieruje nas z powrotem do Nexo. Zbieramy się przy portowej kei. Osoby, które odłączyły się w drodze powrotnej na szczęcie dotarły na czas i opowiadają swoje wrażenia z kościoła i parku. Wymieniamy się spostrzeżeniami i zdjęciami. Prom odpływa punktualnie o 18:00.
Nasz pobyt na wyspie dobiegł końca. Było super!