Wrota Warmi i Mazur

grunwald_2010.JPG

15-19.07.2010 r.

Grunwald i okolice

Piętnastego lipca, w czwartek, o godzinie 05:25 zapakowaliśmy się do pociągu relacji Siedlce- Warszawa Zachodnia, następnie Warszawa Zachodnia- Działdowo aby rozpocząć nasz rowerowy rajd pt. Grunwald i okolice, przygotowany przez Komandor Joannę Trętowską. Około godziny jedenastej wyzerowaliśmy nasze, rowerowe liczniki. Szlak wyprawy wiódł spokojnymi, lokalnymi drogami przez Pierławki, Skupie, Rutkowice, Płośnicę, Turzę Małą, Koty, Bladowo do Ciboża.
W małej osadzie Turza Mała zrobiliśmy dłuższy odpoczynek. Tu właśnie zaciekawił nas widok starego pałacu. W miejscowym sklepiku usłyszeliśmy historię o jednym z właścicieli- Alfredzie Oehlrichu i jego dwóch synach, z których jeden służył w armii polskiej, a drugi w niemieckiej. Pałac w Turzy Małej stanowi bardzo interesujący zabytek końca XIX wieku i jest jednym z wcześniejszych dzieł sztuki renesansu północnoniemieckiego na ziemiach polskich.
Około piętnastej dotarliśmy do wsi Cibóż. Na małej wysepce utworzonej przez rzekę Wel znajdował się nasz punkt noclegowy. Miejsce to było bardzo urokliwe. Dwa małe mostki umożliwiały przeprawę przez rzekę i przejazd do wsi. Obok naszego tymczasowego domu stał piękny, stary młyn rzeczny, który mogliśmy obejrzeć dzięki uprzejmości gospodarzy. Upał tego dnia mocno dawał się nam we znaki, więc natychmiast ruszyliśmy ochłodzić się w zimnej rzece. Pierwszy, bezpośredni kontakt z naturą miał kolega Jarek, do którego przyssała się pokaźna pijawka.
Po rozlokowaniu naszych bagaży, ruszyliśmy do oddalonego o 2 km Lidzbarka Welskiego. Jest to malownicze miasteczko z piękną plażą i jeziorem. Ze względu na doskwierający upał postanowiliśmy skorzystać z uroków kąpieli i plażowania. Wieczorem dotarliśmy do naszej kwatery. Późne godziny upłynęły nam na śpiewach przy ognisku, zajadaniu kiełbasek i modyfikowaniu trasy na następny dzień.
Dzień drugi rozpoczęliśmy przed siódmą. O ósmej rano byliśmy już w trasie na Grunwald. Droga, którą wyznaczył GPS Jarka, wiodła przez Podcibóż, polnymi duktami, lokalnymi drogami, lasami przez: Jeleń, Wąpiersk, Tarczyny, Grądy, Kostkowo, Prusy, Wądzyń, Dąbrówno do Grunwaldu. Okrążyliśmy dwa piękne jeziorka, w których niestety nie mogliśmy się wykąpać, ze względu na dużą ilość glonów i okrutnie gryzące gzy. W końcu jednak szczęśliwie znaleźliśmy jezioro, nad którym zrobiliśmy przerwę na małą kąpiel. Upał był bowiem dokuczliwy i ogromnie wyczerpujący. Kolejny odpoczynek był w stylizowanym na średniowieczny zajeździe. Ubrane w stoje z epoki kelnerki zauroczyły naszych klubowych kolegów. W tym miejscu wyraźnie czuć było atmosferę Grunwaldu, do którego już się zbliżaliśmy. Z tarasu rozpościerały się przepiękne widoki: zielone wzgórza przetykane błękitem jezior. Po przerwie obiadowej ruszyliśmy na pola bitewne. Tak, jak się spodziewaliśmy wszędzie było pełno ludzi. Wzgórza Grunwaldu zapełnione były namiotami rycerstwa ze wszystkich stron świata. Towarzyszyły im ogromne ilości rzemieślników, straganiarzy, kupców oferujących: zbroje, łuki, tarcze, sukna, monety, żywność. Słowem wszystko, czego potrzebować może „współczesny rycerz” i miłośnik dawnych czasów. Na placach i targowiskach podziwać można było lokalne potyczki przygotowyjących się do walki rycerzy.
O godzinie osiemnastej rozpoczęła się próba generalna przed sobotnią bitwą. Na swym rumaku paradował sam komtur krzyżacki Ulrich von Jungingen oraz inne chorągwie rycerskie. Niestety nie mogliśmy czekać na zakończenie, gdyż zaczynało się robić późno. Stare przysłowie „Kto drogę skraca, ten do domu nie wraca” tym razem się sprawdziło. Wprawdzie dotarliśmy na kwaterę szczęśliwie, ale późnym wieczorem i bardzo zmęczeni. Chcąc ominąć trudne, piszczyste dukty zatoczyliśmy dużą pętlę przez Łodwigowo, Osiekowo, Leszcz, Brzeźno Mazurskie, Gralewo-Stacja, Gralewo, znowu przjechaliśmy przez Turznę Małą i tą samą trasą, jak pierwszego, dnia wróciliśmy na kwaterę. Było to około godziny 21. Przejechaliśmy ponad 100 km w niesamowitym upale.
Dzień trzeci przywitał nas, jak poprzednio, żarem z nieba. Tym razem pojechaliśmy zwiedzać Górzeńsko- Lidzbarski Park Krajobazowy. Trasa wiodła leśnymi, pagórkowatymi duktami. Miejscami drogi były tak piaszczyste, że rowery stawały dęba i trzeba było je prowadzić.
Najlepsze były zjazdy. Czasem rozwijliśmy prędkość ponad 40 km/h. Oczy nasze cieszyły widoki pięknych lasów, malutkich jeziorek migocących w zaroślach. Pierwszy, dłuższy postój i oczywiście kąpiel zrobiliśmy nad jeziorem, w miejscowości Piaseczno. Woda była czysta, a jezioro dość głębokie. Stąd przez Sarnią Górę, Rudę, dotarliśmy do Górzna. Tam również relaksowaliśmy się nad wodą. Powrót okazał się bardzo przyjemny, gdyż wiódł niebieskim szlakiem przez piękne lasy, które w upalny dzień dostarczały przyjemnego chłodu. Obejrzeliśmy, niestety zamknięte, małe kościółki w Bryńsku Szlacheckim i Bryńsku, następnie przez Jamielnik dotarliśmy do Lidzbarka i Ciboża.
Następnego dnia, w niedzielę, nad ranem rozpętała się burza. Do południa czekaliśmy na stabilizację pogody, gdyż planowaliśmy spłynąć rzeką Wel. Niestety szczęście nam nie dopisało.
Z zamówionych kajaków nic nie wyszło. Postanowiliśmy więc ruszyć wzdłuż rzeki Wel do rezerwatu Piekiełko. Mieliśmy nadzieję obejrzeć słynny, górski odcinek, o którym słyszeliśmy od kajakarzy. Jechaliśmy przez Jeleń, Ciechanówkę, Trzcin. Pokonaliśmy spore, leśne wzniesienia, wdrapaliśmy się na szczyt wąwozu, ale w bliskie sąsiedztwo rzeki nie dało się dotrzeć. Po jakimś czasie stanęliśmy na małym mostku mając widok na już spokojnie płynący Wel. Na polanie, tuż obok rzeki zrobliśmy odpoczynek. Następnie przez Rynek, Ciechanówkę Lidzbark wróćiliśmy na kwaterę.
W poniedziałek czekał nas 40 km odcinek drogi do miejscowości Iłowo. Skąd pociągiem wracaliśmy do Siedlec. Trasa wiodła przez Nowy Dwór, Stare Dłutowo, Gnojno, Zakrzewo, Narzym. Po drodze mijaliśmy malownicze, drewniane kościółki, katolickie i ewangeliskie.
Wrota Warmi i Maur żegnały nas przyjemną pogodą i pięknymi widokami, które na długo będziemy mieli w pamięci.

Relacja : Iwona Myrcha