Majowa Wycieczka Rowerowa – Narwiański Park Narodowy

29.04-03.05.2016

Narwiański Park Narodowy

W piątek, 29 kwietnia, tradycyjnie pod garażem Emila, o godzinie 18:00 zebrali się uczestnicy majowego rajdu. Organizatorami wyprawy byli: Wojciech Ziółkowski i Jarosław Skwierczyński. Po zapakowaniu rowerów wyruszyliśmy do miejscowości Suraż, położnej na granicy Narwiańskiego Parku Narodowego. To właśnie w tym miejscu dzieje się akcja słynnej książki pt. "Konopielka" Ciekawostką, tego małego, sennego miasteczka jest kościół, z otaczaną czcią, figurą Chrystusa Nazareńskiego, prywatne muzeum kapliczek, a przede wszystkim sami ludzie. Naszą bazą wypadową był klimatyczny pensjonat Bajdarka, położony nad brzegiem Narwi. Warunki noclegowe, z obfitymi i smacznymi śniadaniami, można śmiało porównać z hotelowymi. Poranek 30 kwietnia przywitał nas pochmurną i chłodną pogodą. Tego więc dnia postanowiliśmy wykonać pętlę w otulinie Narwiańskiego Parku Narodowego. Wyruszyliśmy w kierunku Łap, dalej Płonka Kościelna, Kurowo. Tu zajrzeliśmy do dyrekcji Parku, a następnie zostawiwszy rowery, przeszliśmy się drewnianymi pomostami, podziwiając narwiańskie rozlewiska oraz mapy poglądowe z informacjami o mieszkającym tu ptactwie. Po zaopatrzaniu się w bilety, cofnęliśmy się do Waniewa. Znowu naszym oczom ukazały się liczne pomosty. Mapa wskazywała położoną na drugim brzegu miejscowość Śliwno. Aby tam dotrzeć pewien odcinek trasy musieliśmy pokonać po kładkach, zawieszonych nad bagnami i rozlewiskami Narwi. Atrakcją były samoobsługowe, małe promy którymi, przeprawialiśmy się na kolejną drewnianą platformę. Takich machin było chyba trzy, a chętnych do przeciągania stalowych lin wielu. Po pokonaniu najciekawszego odcinka trasy już zwykłymi drogami ruszyliśmy do miejscowości Izbiszcze, Topilec, Zawady, Bacuty, Dobra Woda i do Suraża. W sumie wyszła niezła, licząca ponad 80km pętla. W celu likwidacji mogących powstać zakwasów, skorzystaliśmy z atrakcji, jaką była wystawiona na zewnątrz duża, drewniana balia, wypełniona gorącą wodą.
Pierwszy maja postanowiliśmy uczcić w polskiej Amazonii, to znaczy w kajakach poruszając się szlakiem wodnym do Topilca. Dzień był w miarę ciepły, a przynajmniej nie padało. Z pokładu swojego pojazdu podziwialiśmy trasę i wodne ptactwo. Rzeka zaskakiwała nas licznymi odnogami, ślepymi korytarzami, licznymi zatokami i wysepkami i nie na darmo nazywana jest narwiańskim labiryntem. Na dowody słuszności tej nazwy nie trzeba było długo czekać. Jedna z naszych kajakowych załóg, nie dość że zaliczyła wywrotkę, to jeszcze oczywiście się zgubiła i trochę upłynęło zanim szczęśliwie się odnalazła. Po dniu pełnym przygód czekało nas ognisko i pyszne danie z kociołka autorstwa Jarka i Eli. Kolejny dzień również spędziliśmy w kajakach. Tym razem wystartowaliśmy z Topilca do Kurowa. W pięknym słońcu wygrzewaliśmy nasze kości i z ochotą zagłębiliśmy się w labirynt rzecznych korytarzy. I tym razem przytrafiła się niegroźna, wywrotka. Wieczorem miłośnicy wody mogli kontynuować kąpiel w gorącej balii, a odważni nawet wskakiwali do Narwi.
Trzeci maja był zdecydowanie rowerowy, a ze względu na czas powrotu liczył tylko 40 km. Zrobiliśmy małą pętelkę przez Kowale, Turośń Kościelną, Czaczki Wielkie, Lesznię do Suraża.
I tym razem Podlasie zachwyciło nas swoją wspaniałą przyrodą. Spokój i czas, który tu płynie wolniej, tworzą niepowtarzalny klimat. Z pewnością będziemy wszystkim polecać to wyjątkowe miejsce.