Majowy rajd rowerowy 2013

30.04 - 05.05.2013

Góry Świętokrzyskie

Tradycyjnie na miejsce zbiórki jako pierwszy stawił się komandor Emil :) Ale na poważnie.
Zbiórka 8.30, pakowanie rowerków do przyczepki i kilka minut po 9-tej ruszamy na spotkanie przygody. Tym razem korzystamy z busa jako środka transportu co, jak się okazało, jest doskonałym rozwiązaniem. Na miejsce docieramy po godz.13-stej. Po rozpakowaniu bagaży i zakwaterowaniu czas na pierwszą wycieczkę.
Niespełna 10 km od kwatery znajduje się Sanktuarium Maryjne w Kałkowie Gdowie i tam postanowiliśmy się skierować. Pogoda nas nie rozpieszcza, ale najważniejsze ,że nie pada. W drodze powrotnej objeżdżamy nowo powstały sztuczny zbiornik Wióry. Wieczór mija w miłej atmosferze - głównie wspominamy nasze poprzednie wyjazdy.
Drugiego dnia naszej wyprawy przed wyruszeniem w trasę mała przygoda – jedna z uczestniczek rajdu, która przyjechała własnym samochodem zatrzasnęła kluczyki w aucie. Na szczęście udaje nam się je wydobyć nie wyrządzając żadnych szkód (kolejny dowód na to, że można się z nami czuć bezpiecznie). Dziś wybieramy się zdobyć rowerkiem Święty Krzyż czyli Łysiec (595npm.).Niestety jest chłodno i pada deszcz, nie psuje nam to jednak dobrych humorów. Szczyt zdobywamy od strony Szklanej Huty – tylko tędy możliwy jest podjazd. Pomimo dużych przewyższeń wszyscy dają radę. Po wyczerpującej wspinaczce, na górze największym powodzeniem cieszy się jadłodajnia Benedyktyńska, a właściwie serwowany tam przepyszny bigos. Dalej szlakiem pieszym schodzimy w kierunku Nowej Słupi, gdzie całkiem przypadkiem natrafiamy na organizowane tego dnia w Centrum Kulturowo – Archeologicznym Święto Ognia. Jesteśmy pod wrażeniem pasji , z jaką panowie opowiadają o zamierzchłych czasach. Wieczorem naradzamy się, czy nie lepiej byłoby zmienić plan na kolejny dzień – zapowiadane są intensywne opady.
Rano pada , ale im bliżej wyjazdu tym bardziej optymistycznie zmienia się pogoda. Dziś w planie Park Rozrywki „Sabat Krajno” z Aleją Miniatur najsłynniejszych budowli świata. Po drodze zatrzymujemy się na dłużej w Bodzentynie, gdzie zwiedzamy ruiny gotyckiego zamku biskupiego i zagrodę Czernikiewiczów. Robimy również krótką przerwę na posiłek w przydrożnym barze. Do Parku Rozrywki docieramy po 13-stej. Tu kolejne doświadczenie – czasem warto się potargować – standardowy rabat nie obejmuje grupy poniżej 20 osób, ale po krótkiej rozmowie okazuje się, że można zaoszczędzić nawet 25% ceny. Budowle robią wrażenie. Dla urozmaicenia powrót planujemy szlakiem przez las. No i jak to zwykle bywa w takiej sytuacji pomimo co najmniej 3 urządzeń GPS błądzimy . Nie sposób opisać słowami trasy i przygody jaką przeżyliśmy zanim dotarliśmy na drogę asfaltową w okolicy Bodzentyna - przednia zabawa. Do Pawłowa docieramy po 19-stej, zmęczeni, ale w dobrych humorach.
W sobotę wstajemy wcześniej i ruszamy już o 9.30. Na 13-stą jesteśmy umówieni z przewodnikiem na zwiedzanie kopalni Krzemienia Pasiastego w Krzemionkach Opatowskich. Pogoda również dziś nas nie rozpieszcza, ale jest stanowczo cieplej niż w poprzednie dni. Docieramy parę minut przed czasem. Przewodnik pojawia się punktualnie i w gronie innych zwiedzających idziemy na teren kopalni. Po obejrzeniu ekspozycji „ naziemnej”, która przedstawia w jaki sposób ludzie pierwotni wydobywali krzemień do wyrobu narzędzi, przewodnik sprowadza nas pod ziemię. Trasa podziemna ma 500 metrów długości, a w najgłębszym miejscu liczy 11,5m głębokości i jest jedynym tego typu obiektem na świecie otwartym dla szerokiej publiczności. Wydrążony współcześnie korytarz prowadzi wzdłuż autentycznego wyrobiska, które przetrwało 5000 lat. Po wyjściu na powierzchnię udajemy się na kawę i małą przekąskę. Przed opuszczeniem rezerwatu oglądamy jeszcze wioskę wybudowaną na wzór czasów działalności kopalni. Tego dnia również na kwaterę docieramy późno. Przed jutrzejszym powrotem do domu pakujemy na przyczepkę rowerki.
W niedzielę zaplanowany mieliśmy tylko powrót, ale ponieważ w naszym zasięgu znajduje się Ujazd, a pogoda wygląda bardzo zachęcająco postanawiamy zwiedzić ruiny zamku Krzyżtopór, zbudowanego w latach 1627-1644 przez Krzysztofa Ossolińskiego. Na miejsce - już spakowani - jedziemy busikiem . Budowla wygląda imponująco, a w szczególności to, z jaką starannością ruiny zostały oczyszczone i zabezpieczone. Po zwiedzaniu czas na zakup pamiątek i powrót do Siedlec. Po drodze wstępujemy na kwaterę zabrać przyczepkę z rowerkami. Do Siedlec docieramy po 15-stej.
W relacji oczywiście nie sposób opisać wszystkich przygód i wrażeń jakie udało nam się wspólnie przeżyć podczas wyjazdu o czym przekonać mogą się jedynie osoby, które uczestniczą w naszych wyprawach.



Jacek