Powitanie Wiosny - Topienie Marzanny 2010

21 III 2010 r.

Kisielany

Wiosna w tym roku przyszła punktualnie. 21 marca był ciepłym dniem, temperatura z pewnością przekroczyła 10 stopni powyżej zera.
Chyba wszyscy mieli już dość długiej zimy, więc nic dziwnego, że tak licznie stawili się pod siedzibą PTTK, by wyruszyć na pierwszą tej wiosny wycieczkę rowerową. Na ul. B. Świrskiego o godzinie 10.00 zgromadziło się chyba z 18, a może 20 kolarzy (dwie osoby dołączyły na trasie). Wszyscy byli w dobrych nastrojach, pełni energii i chęci zwiększania cyferek na rowerowych licznikach. Trasa, opracowana przez Iwonę M., omijała ruchliwe, siedleckie ulice. Spod siedziby PTTK ulicą Biskupa Świrskiego, Cmentarną, następnie Piaskową wzdłuż działek udaliśmy się w kierunku Piasków Zamiejskich. Pierwszy odcinek mógł sprawiać kłopoty rowerzystom na cienkich oponach, gdyż wiódł przez nierówne, betonowe płyty, było też trochę błota. Od Piasków Zamiejskich już piękną, nowiutką szosą pomknęliśmy w kierunku Żytniej. Skręt w lewo i znów pojawił się krótki, błotnisty odcinek. Właśnie tu wydarzyła się mała kraksa. Rower jednej z dziewcząt zanurkował w grzązkim zagłębieniu i wywrócił się na jadącą obok osobę. Obyło się jednak bez przykrych urazów. Na szczęście jazda po czarnym, żużlowym podłożu trwała tylko chwilę. Dalej droga zamieniła się w ładny asfalt i wiodła bezpiecznie aż do samych Kisielan. We wsi Żytnia minęliśmy mały mostek na Muchawce, podziwiając rozlewiska, które utworzyła nasza siedlecka, zwykle mała rzeczka. Szosa biegła sporymi łukiami meandrując niczym Muchawka. Na pierwszym skrzyżowaniu skręciliśmy w prawo i skierowaliśmy się w kierunku wsi Opole Nowe, jeszcze raz w prawo- przez Ostrówek popędziliśmy do wsi Wyłazy. Minęliśmy Niwiski i już byliśmy nad Liwcem w Kisielanach.
Tu był nasz teren biwakowania.
Podczas, gdy męska część ekipy skupiła się na rozpalaniu ogniska i ostrzeniu kijków do kiełbasek, dziewczyny zajęły się strojeniem Marzanny. Była to bardzo ekologiczna kukła. Ubranie stanowiły: kolorowy kaftan- magazyn TV, bogato marszczona, falbaniasta spódnica (Tygodnik Siedlecki chyba się nie obrazi). Całość dopełniały kolorowe, bawełniane szmatki, które robiły za włosy, naszyjniki, pasek, fartuszek i co tam jeszcze ktoś chciał sobie wyobrazić. Tak przygotowana zimowa panna została oddana w ręce prezesa, który uroczyście ją spalił i posłał z nurtem bystro płynącego Liwca. Z Marzanny praktycznie nic nie zostało, więc zima z pewnością już nie powróci. Na rezultat nie trzeba było długo czekać. Zaraz wyjrzało piękne słoneczko, które towarzyszyło nam aż do powrotu. Siedzenie przy ognisku i zajadanie smacznych kiełbasek było super. Na skarpie nad rzeką spędziliśmy pewnie ponad dobrą godzinę, a może dwie? Nikt czasu nie mierzył. Miło się gawędziło, ale czekała nas jeszcze droga powrotna. Grupa podzieliła się na dwa zespoły- tych, którzy chcieli szybciej wracać do Siedlec oraz tych, którzy mieli jeszcze ochotę pokręcić się po okolicy.
Z Kisielan skierowaliśmy się w stronę głównej trasy Mokobody-Siedlce. Popędziliśmy z górki przez Kisielany Kuce i za żwirownią zatrzymaliśmy się w małej zatoczce, gdzie się rozstaliśmy. Jedna grupa pojechała krótszą trasą przez Chodów, Strzałę do Siedlec, druga skręciła w kierunku Woli Suchożebrskiej, stąd przy dworku w prawo na Kopcie, a później polną drogą w kierunku Borków Siedleckich. Tu czekała na wszystkich przeprawa przez błotnisty, grzązki teren. Zimowy spadek formy dał się wyraźnie odczuć. Rowery natomiast grzęzły po osie w błotnistym terenie. Z Borków Siedleckich przez Purzec już blisko do Siedlec, ale na trasie czekała jeszcze jedna niespodzianka- jazda pod wiatr.
W sumie wyszło około 40 km, nieźle jak na pierwszy, wiosenny rajd. Można powiedzieć, że sezon został otwarty.
Iwona M.