Rajd Majowy: Czarna Białostocka i okolice

29.04-03.05.2011

Puszcza Knyszyńska

Wzorem lat poprzednich na rowerową „Majówkę” wybraliśmy się już w piątek 29. 04. 2011 r. Po południu 10 osobowa grupa uczestników zebrała się przy garażach na ul. Sobieskiego w Siedlcach. Trzeba przyznać, że bardzo szybko i sprawnie zapakowaliśmy nasze rowery i bagaże do samochodów i już o godz. 17.30 ruszyliśmy w podróż do Supraśla. Na miejscu byliśmy ok. godziny 21-ej. Komandor Dana wraz z pomocnikami przygotowała ciepłą kolację oraz ciasto. Późnym wieczorem zjawiło się jeszcze dwoje uczestników. Razem stanowiliśmy grupę 12 osobową.
Sobota 30.04 okazała się być pięknym i ciepłym dniem, a my pokonaliśmy najdłuższą trasę rajdu: Supraśl – Sokołda – Talkowszczyzna – Krynki – Kruszyniany – Górany – Lipowy Most – Łaźnie – Podsupraśl - Supraśl ok. 100 km. Pierwszą część trasy przejechaliśmy dość gładko asfaltem. Na dłużej zatrzymaliśmy się w Krynkach, by zwiedzić miejscowość, w centrum której, rzuca się w oczy niespotykany w Polsce układ architektoniczny, przypominający gwiazdę. Ulice rozchodzą się tu promieniście od sześciobocznego rynku. Odnaleźliśmy budynek synagogi, ruiny wielkiej synagogi, cmentarz żydowski, cerkiew prawosławną. Celem naszej sobotniej wycieczki były Kruszyniany i znajdujący się tam meczet oraz cmentarz tatarski. W Jurcie Tatarskiej skosztowaliśmy tatarskich specjałów w postaci pierogów i ciasta. Droga powrotna prowadziła leśnymi drogami z dość sporym piachem, często musieliśmy prowadzić rowery. Zmęczeni, ale zadowoleni przybyliśmy na kwaterę. Wieczorem, mimo chłodu była biesiada na dworze. Pieczona kiełbasa, ziemniaki oraz jabłka smakowały bardzo.
Następnego dnia organizatorzy zaproponowali nam zabawę: jazdy na orientację. Przygotowali dla nas 8 punktów kontrolnych, które musieliśmy odnaleźć, aby rozwiązać hasło. Każdy dostał mapkę nawigacyjną, ale jechaliśmy całą grupą. Niedzielna trasa wiodła z Supraśla przez Cieliczankę, Królowy Most, Lipowy Most, Kopną Górę (Arboretum) do Supraśla, była krótsza od sobotniej (ok. 65 km), ale niestety pogoda troszkę się popsuła. Ochłodziło się, a na koniec nawet zmoczył nas deszcz. Bardzo dobrze się bawiliśmy odnajdując po drodze punkty kontrolne oraz bonusy. Mniej więcej w połowie drogi rozegraliśmy turniej w rzucaniu lotkami do tarczy, który wygrał Arek, a Aśka zajęła 2 miejsce. Warto podkreślić, że oba miejsca zostały nagrodzone. Koniec zabawy przypadł na Arboretum, gdzie każdy otrzymał zadanie zrobienia roweru z kolorowych drucików, otrzymał pamiątkowy „medal”. Odgadliśmy też hasło – cytat z filmu „U pana Boga za piecem”. („policjant, k… i złodziej na jednym jadą wozie”). Zwiedziliśmy też Arboretum, gdyby nie to, może udałoby się uniknąć deszczu. Wieczorem wybraliśmy się do Alkierza, jedynej czynnej knajpy w mieście po godz. 18-tej i degustowaliśmy potrawy regionalne – głównie pierogi – pycha.
W poniedziałek 2 maja trasa prowadziła nas śladem ginących zawodów. (Supraśl – Studzianki – Wólka Rakowiecka – Czarna Wieś Kościelna – Łabczyn – Zamczysk – Czarna Białostocka – Supraśl) ok. 65 km. Wsi Kościelnej odwiedziliśmy garncarza i kowala. Parę osób nawet próbowało ulepić coś z gliny, ale nikt nie chciał spróbować pracy kowala. Za to większość zakupiła pamiątki w postaci podkówek i innych ozdób. Następnie pojechaliśmy do łyżkarza. Pan na naszych oczach w przeciągu paru minut wystrugał łyżkę z kawałka drewna. Tu też zakupiliśmy pamiątki. Po powrocie do Supraśla udaliśmy się na degustację babki ziemniaczanej do Łukaszówki. Babka bardzo pyszna, ale lokal otwarty do godz. 18.00 tylko.
We wtorek po śniadaniu ok. godz. 10.00 udaliśmy się w drogę powrotną do Siedlec. Po drodze zajechaliśmy do Monastyru, ale nie udało nam się zajrzeć do środka cerkwi, ani zwiedzić muzeum ikon – mieliśmy za mało czasu. W domu byliśmy ok. 14-ej.
Bardzo ciekawy rajd, piękne widoki, budząca się do życia przyroda. Mogłoby być ciut cieplej, poza tym rewelacja. Chyba trzeba tu wrócić…