Rowerem po Rumunii

26-31.08.2011

Rumunia

Zapraszamy do zapoznania się z relacją naszego klubowego kolegi Grześka, który tym razem wybrał się na wyprawę rowerową po bezdrożach Rumunii.


26 sierpnia wyruszylismy z granicy Wegiersko-Rumuńskiej do pierwszego miasta Rumunii Satu Mare. Drugi uczestnik ma na imię Ben i jest to moj kolega ze studiów w Poznaniu. Pierwszy nocleg za Satu Mare na jakimś polu przy drodze. Dalej kierowaliśmy się w kierunku miasta Cluj Napoka 180 km na południe. Na głównych drogach pelno furmanek, bo jak widac Rumuni mają zamiłowanie do koni. Jechalismy głównie drogami oznaczonymi na bialo na mapie, tzw, 3 kategorii, co w tym kraju oznacza, podsypkę kredową bez asfaltu, ktora świetnie osiada na rowerze i sprzęcie w czasie przejazdu. Po 2 dniach dojechalismy do Cluj Napoca, miasta jak mi sie wydaje wielkosci Poznania. Piekna starówka, wspaniała fontanna i tak jak wszędzie bardzo uprzejmi i przyjacielsko nastawieni miejscowi. Środmiescie jest lepiej utrzymane niz wiekszość polskich miast tej wielkości. Za Clujem rozpoczęły sie naprawde piękne alpejskie widoki. Przejazdy kanionami, orzeł przedni latajacy nad nami i dzika przyroda. Jednego dnia złapalem 3 gumy. Przy naprawie od razu pomagał jakiś miescowy Pan, który od razu wyszedł ze swojej zagrody na wsi. W barze do piwa gospodarze od razu zaproponowali grila we własnym domowy gronie. Dookola kulturka i bardzo dobre nastawienie do Polski. Noc ostatnia z dreszczykiem emocji, za miastem Aiud. Spaliśmy na pastwiskach owiec. Teren bardzo dziki i w nocy zaatakowały nas psy pasterskie, także myslałem iż z namiotu nic do rana nie zostanie. Oczywiscie nad ranem psy znowy nas odwiedziły, ale na szczęście udało nam sie zwinąć dobytek i zwiać z tego niegościnnego miejsca w porę. Koniec wyprawy to miasto Sibiu w Transylwanii. Ponoc najładniejsze w Rumunii. Super starówka, piekne koscioły i brak jakiegokolwiek zagrożenia ze strony młodocianych łobuzow znanych z Polski. 500 km zrobione w 5 dni i 12 godzinny odwrót pociagiem do Satu Mare, poczatku wyprawy.