Rowerem zdobywamy Pieniny

02-06.08.2012

Pieniny Spiskie

W dniach 2-6 sierpnia odbył się rajd pt. „Rowerem zdobywamy Pieniny”. Wzięło w nim udział jedenastu uczestników. Zbiórkę, komandor Emil ustalił na 5: 30, a już o 6: 30 byliśmy w trasie. Na kwaterę, w Niedzicy dotarliśmy późnym popołudniem. Po rozpakowaniu i przygotowaniu sprzętu, ruszyliśmy na trasę: Niedzica, Cerveny Klastor. Maleńka miejscowość po Słowackiej stronie zachwyciła nas malowniczymi widokami: szumiący w dole Dunajec oraz górujące nad nim Trzy Korony. Zwiedziliśmy zabytkowy, niefunkcjonujący już budynek klasztoru, posiedzieliśmy nad brzegiem rzeki, a następnie przez kładkę na Dunajcu dostaliśmy się na polską stronę, do miejscowości Sromowce Niżne. Tu, w kierunku Sromowców Wyżnych czekał nas długi podjazd. Był to nasz „chrzest bojowy”- pierwsze zmaganie się z górskimi przewyższeniami. Nagrodą za wyczerpujące wdrapywanie się na 500m n.p.m. był długi zjazd w kierunku Jeziora Sromowieckiego, do tamy. Dalej czekał nas podjazd do Niedzicy. Nikt nie myślał jeszcze o odpoczynku, więc wdrapaliśmy się na kolejne wzniesienie w okolicy niedzickiego zamku (600m n.p.m.). Zajrzeliśmy na zabytkowy dziedziniec, obejrzeliśmy piękny zmierzch nad Jeziorem Czorsztyńskim i późnym wieczorem udaliśmy się na kwaterę. Miejsce noclegu było bardzo luksusowe, a właścicielka niezwykle sympatyczna (polecamy Willa Danielscy). Dzień następny zaczęliśmy bardzo wcześnie, o godzinie szóstej rano. Po siódmej wyruszyliśmy już w trasę, by najtrudniejszą jej część przejechać w znośnej jeszcze temperaturze. Po drodze w Łapszach Wyżnych zajrzeliśmy do malowniczego kościółka, następnie przez Łapszankę, wdrapaliśmy się na 970 m n.p.m. Dalej, udaliśmy się do Trybsza, następnie zjechaliśmy do Białki Tatrzańskiej. Upał tego dnia był nieznośny. Postanowiliśmy, więc spędzić trochę czasu nad strumieniem, który dał ukojenie naszym spoconym ciałom. Z Białki skierowaliśmy się do miejscowości Frydman, a stąd już do Niedzicy. Trasę zrobiliśmy w dobrym tempie, więc męska część załogi, po przyjeździe na kwaterę, zapakowała rowery na samochód i udała się w kierunku Tatr. Z parkingu, Doliną Chochołowską rowerami przejechali do schroniska górskiego na Polanie Chochołowskiej, gdzie odbywał się zlot miłośników Tatr. Natomiast żeńska część ekipy oraz kolega Rysio wybrali się do Cerveny’ego Klastoru. Dzień, pełen wrażeń, zakończył ulewny deszcz, a na licznikach wybiło około 80km. Sobotę postanowiliśmy spędzić bardziej rekreacyjnie. Z Niedzicy przez Cerweny Klastor, malowniczą trasą rowerową wzdłuż Dunajca, udaliśmy się do Szczawnicy. Tu spożyliśmy złociste pstrągi i dalej ruszyliśmy do Jaworek, gdzie obejrzeliśmy wąwóz Homole. Wycieczkę musieliśmy trochę skrócić, gdyż jeden z kolegów, podczas zjazdu niefortunnie przytarł sobie rękę i należało udać się do punktu pierwszej pomocy, o który, niestety, w Szczawnicy bardzo trudno. Kolejny, niedzielny poranek przywitał nas kapryśną, deszczową pogodą. Grubo po dziewiątej wyruszyliśmy do Kacwina. Błotnista droga wiła się między malowniczymi wzniesieniami, pokrytymi bujnym kwieciem. Do starej granicy ze Słowacją przedzieraliśmy się kamienistymi ścieżkami, które nieustannie wznosiły się i opadały. Szlak turystyczny doprowadził nas do strumienia Kacwinanka, który pokonać musieliśmy w bród, by dotrzeć do wsi Velka Frankowa. Następnie mozolnie wjechaliśmy na 800m n.p.m. Trud podjazdu jak zwykle się opłacał, bo dalej był już tylko piękny, długi zjazd przez Potok do Spisska Stara Ves. Tu, w miejscowej knajpie zjedliśmy obiad, a ponieważ zrobiło się gorąco, udaliśmy się do naszego ulubionego Cerveny’ego Klastoru, na odpoczynek nad Dunajcem. Ostatni dzień pobytu znów przywitał nas upałem. Nic, więc dziwnego, że zrodził się pomysł wypożyczenia pontonów i spłynięcia Dunajcem. Zrealizowali go z zapałem: Jarek, Ela, Iza i Artur.
Kilka dni w Pieninach dobiegło końca. Z żalem opuszczaliśmy uroczą Niedzicę oraz tęsknie spoglądaliśmy na Cerveny Klastor, do którego zaglądaliśmy przy każdej nadarzającej się okazji. Może jeszcze uda nam się tu wrócić.