Wycieczka po Mazowieckim Parku Krajobrazowym

26.09.2015

Mazowiecki Park Krajobrazowy

Dnia 26 września odbyła się wycieczka do Mazowieckiego Parku Krajobrazowego. Pogoda wystraszyła klubowiczów i na stacji PKP Siedlce stawiły się tylko 2 osoby – Ryszard i Emil. Pozostała dwójka Iwona i Mierek oczekiwali na resztę na przystanku Warszawa Wesoła. Mimo niebezpiecznie zachmurzonego nieba, wciąż nie padało. Z podwarszawskiej miejscowości ścieżką rowerową ruszyliśmy do Starej Miłosnej, gdzie przecięliśmy Trakt Brzeski. Dalej bocznymi uliczkami dotarliśmy do starego, drewnianego kościółka, a potem zagłębiliśmy się w las. Po drodze mijaliśmy malownicze jeziorka, bagniste torfowiska i kikuty sterczących w bagnach brzóz oraz grzybiarzy wędrujących z koszami pełnymi prawdziwków. (Lasy widać są tu mocno grzybowe). Z niebieskiego szlaku rowerowego zboczyliśmy w leśny dukt by dotrzeć do słynnego, leśnego baru na Dakowie. Cieszy się on dobrą opinią Internautów, więc postanowiliśmy koniecznie go znaleźć i sami ocenić. Użytkownicy Internetu mieli rację. Rzeczywiście w leśnej głuszy stoi, niczym górskie schronisko, drewniany budynek, w którym pali się koza, a na komodzie bucha gorącą parą mosiężny samowar. Posmakowaliśmy mocnej herbaty, słodkich rogalików i z ochotą ruszyliśmy w dalszą drogę. Las w tej okolicy był przepiękny i nic dziwnego, że otrzymał tytuł parku krajobrazowego. Plątanina szlaków pieszych, rowerowych i MTB, zmuszała nas do częstego kontrolowania GPS’a. Dzięki nawigacji Mirka idealnie trafiliśmy nad Jezioro Torfy, a następnie ulicą Zagórzańską przez Aleksandrów (Wawer), do miejscowości Falenica. Tu, w budynku dworca PKP, w klimatycznej kafejce z czarno-białymi fotografiami gwiazd z lat 50-tych oraz mnóstwem książek, zrobiliśmy przerwę na kawę. Kolejny odcinek trasy zaczęliśmy w deszczu. Szybko pomknęliśmy do Józefowa i dalej nad rzekę Świder. Trasa rowerowa prowadziła równolegle do meandrującej rzeki, przez gąszcz roślinności odkrywając przed nami malownicze zatoczki i brzegi rzeki. Czasem trzeba było podepchnąć rowery, gdyż ścieżka miejscami się zapadła, a czasem prowadziła stromo w górę. Po prawie godzinnym maratonie naszym oczom ukazał się wspaniały widok – szerokie ujście Świdra do Wisły. Niski poziom wody sprawił, że mogliśmy pochodzić po ogromnej piaszczystej plaży niczym nad Bałtykiem. Nawet deszcz ustał, kiedy robiliśmy sesję fotograficzną tego zakątka. Był to przedostatni punkt naszej wyprawy. Jeszcze chwilę podjechaliśmy wzdłuż rzeki i dalej już asfaltem dojechaliśmy do stacji PKP Otwock. Szybki zakup biletów i już siedzieliśmy w pociągu relacji Otwock – Góra Kalwaria. Dalej już tylko był powrót do domu. Mimo padającego czasem deszczu, warto było zobaczyć ten kawałek pięknej, dzikiej przyrody.